Sleddog Zuberec czyli nieudany debiut na saniach.

Od kilku sezonów chodził mi po głowie debiut w zawodach na saniach, ale zawsze coś wypadało i odkładałem to na następny rok. Pod koniec 2018 roku zapadła decyzja, że jedziemy na weekend do Zuberca gdzie odbędą się Mistrzostwa Słowacji. Udało się nawet parę razy pojeździć na saniach przed zawodami. Pełni optymizmu wyruszyliśmy na Słowację po nowe doświadczenia.

Zawody zlokalizowane na terenie Muzeum Wsi Orawskiej, mnóstwo kibiców tworzących super atmosferę no i trasa, która wydawała się prawie idealna dla mnie (górki), ale jak się okazało tylko w teorii.

Treningi w lesie koło domu nawet w najmniejszym procencie pierwszego dnia nie zaprocentowały, mnóstwo błędów, problemy z odpychaniem i koordynacją na saniach uświadomiły mnie, że to zupełnie inna dyscyplina sportu. Generalnie z boku pewnie wyglądało to tak, że sanie swoje a ja swoje i jeszcze psy, które za bardzo nie wiedziały o co w tym wszystkim chodzi! Dodatkowo kilka przygód w tym pies biegający po trasie, którego Rasta i Dasty postanowiły „upolować”, fotograf, który myślał, że jak nie zejdzie z trasy to go ominiemy bez problemu. To wszystko byłoby do przełknięcia jak na debiut, ale został jeszcze ostatni zjazd do mety i … dwa razy leżałem z saniami, niestety wjechałem też nimi w psy. Na szczęście nic się nie stało, jedynie ja pobijałem mocno kolana – dzięki Andrzej, że poczekałeś, aż dojadę do końca zjazdu!. Pierwsza myśl po chwili odpoczynku jaka przeszła mi przez myśl na mecie, sanie to sport nie dla mnie, ale przecież co nas nie zabije to na wzmocni!

Drugiego dnia jechało mi się o wiele lepiej, wyeliminowałem błędy, psy też czuły się pewniejsze. Niestety szczęście na tych zawodach nie było mi pisane i już na ok 2 km napotkałem na zaprzęg stojący w poprzek drogi przez który musiałem rozplątywać psy co zajęło sporo czasu. Dalszą część trasy pokonaliśmy płynnie, zaliczając jeden upadek na własne życzenie, aż do momentu nieszczęsnego zjazdu z pierwszego dnia. Wiedziałem, już po cennych radach Oli Pieron jak korzystać z maty (hamulca), ale tym razem po pierwszych metrach zjazdu Rasta, bojąc się sań uciekał na bok i po kilku próbach zjazdu zmuszony byłem sprawdzić sanie i psy z góry, a później biec z nimi do mety obok sań.

To nie był wymarzony debiut, ale zdobyłem cenne doświadczenie, a tak sponiewierany byłem ostatni raz w 2010 roku jak wymyśliłem sobie start w Maratonie Karkonoskim. Rywalizację w Mistrzostwach Słowacji zakończyliśmy na piątym miejscu.

Dziękuję wszystkim za pomoc i cenne rady, mam nadzieję, że zaprocentują na następnych zawodach!

Plusy:

– lokalizacja zawodów,

– zdobyte doświadczenie,

– ani razu pomimo upadków nie puściłem sań,

– test butów Saucony peregrine 8 GTX,

– płozy własnej roboty zdały egzamin,

– zdjęcia 🙂

Minusy:

– rękawice Salomon z windstoperem – nie zdały egzaminu i nie uchroniły dłoni od wiatru,

– obite kolana,

– krwiak na wysokości żeber.

Teraz czas na treningi przygotowujące do startu w Mistrzostwach Świata WSA, które odbędą się w dniach 22-24 lutego w Haidmulle w Niemczech. Mam nadzieję, że doświadczenie zdobyte w Zubercu zaprocentuje i będą to trzy dobre przejazdy.

Foto by Stanislav Marko Photography, Peter Leginus, Martin Sprušanský, Juraj Kuboš PHOTO & VIDEO,